CzechCrunch: Na urlopie macierzyńskim kupiła towar za 100 tysięcy i uruchomiła e-sklep. Monkey Mum teraz zmierza ku przychodom 50 milionów

CzechCrunch: Na mateřské nakoupila zboží za 100 tisíc a rozběhla e-shop. Monkey Mum teď míří k tržbám 50 milionů

Lucie Janauer już na samym początku opowieści o swojej historii, o tym jak założyła e-sklep z produktami dla mam i dzieci Monkey Mum, podkreśla, że jej celem nie było rozpoczęcie biznesu. „Chciałam po prostu coś robić i zarabiać,” opisuje. Z małego sklepu w ciągu kilku lat wyrosła jednak firma z obrotami na poziomie pięćdziesięciu milionów koron, ma w niej kilku inwestorów, a towary sprzedaje w całej Europie. A wszystko zaczęło się wtedy, gdy była na urlopie macierzyńskim z kilku­miesięcznym pierwszym synem.

Jak mówi trzydziestoletnia przedsiębiorczyni, z natury jest Strzelcem, a wiąże się z tym także jej determinacja. Wzorem, który zaprowadził ją do biznesu, był jej ojciec. „Podobało mi się, jak żył swoją firmą. Też dlatego zawsze miałam skłonność do wymyślania czegoś własnego,” opowiada. Od osiemnastego roku życia na różne sposoby próbowała więc zarabiać pieniądze i na przestrzeni lat uruchomiła kilka projektów, w tym tworzenie fotoksiążek na zamówienie, organizowanie sesji zdjęciowych, podczas których w weekend malowali i fotografowali nawet setkę rodzin, a także szkołę pływania.

Wszystko to dało Janauer doświadczenie do kolejnego biznesu, którym zaczęła się zajmować podczas urlopu macierzyńskiego w 2020 roku. Gdy jej syn miał pięć miesięcy, spadł z łóżka. Na szczęście nic mu się nie stało, ale jej potem już to nie dawało spokoju. „Usłyszeć krzyk dziecka w nocy, w ciemności, to dość przerażające. Dzieci wprawdzie spadają cały czas, w 95 procentach nic im się nie dzieje, ale do wypadku może dojść,” opisuje. Postanowiła więc kupić sobie barierkę do łóżka, która zapobiegałaby takim upadkom. Jak to często bywa w przedsiębiorczych historiach, nie potrafiła znaleźć żadnego produktu.

„Nawet Google pod hasłem ‚barierka do łóżka małżeńskiego‘ nie potrafił nic znaleźć. Nie rozumiałam, jak to możliwe w dzisiejszych czasach, kiedy można kupić dosłownie wszystko. Ale wiąże się to z tym, że w Europie nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że dzieci śpią z rodzicami w łóżku,” kontynuuje Janauer. Szukaniem rozwiązania swojego problemu spędziła potem kilka tygodni, rozważając też, czy nie zacząć sama produkować barierek.

Ostatecznie trafiła jednak na producenta spoza Unii Europejskiej, u którego chciała kupić produkt tylko dla siebie. Tyle że za przesyłkę musiałaby zapłacić dwa razy tyle, co za samą barierkę. „Więc zamówiłam sześćdziesiąt sztuk za sto tysięcy koron,” mówi, dodając, że pieniądze te musiała wziąć z budżetu, który z mężem pierwotnie przeznaczyli na trwający remont domu.

Pierwsze barierki sprzedała potem koleżankom i znajomym, a jednocześnie stworzyła na platformie Wix e-sklep, nazwała go Monkey Mum, w reklamę na Facebooku inwestowała kilkadziesiąt koron dziennie i już w ciągu tygodnia zaczęły spływać pierwsze zamówienia. Partię sześćdziesięciu barier sprzedła w dwa miesiące. „To właściwie szło samo. Było to jak dorywcza praca na kilka godzin dziennie, wszystko robiłam z domu i utrzymywałam się z tego,” uśmiecha się Janauer.

Po potwierdzeniu, że na takie produkty istnieje popyt, zaczęła następnie zastanawiać się, jak mocno rozkręcić swój biznes. Brakowało jej do tego tylko jednego – pieniędzy, za które mogłaby kupić dalsze zapasy magazynowe. Banki nie chciały pożyczyć tak młodej firmie, ostatecznie milion koron pożyczyła jej mama koleżanki, a kolejne 800 tysięcy dołożyła koleżanka. Ramię w ramię z tym znalazła też profesjonalnych inwestorów.

„To było bardzo trudne. Byłam na samym początku, nikogo nie znałam, nie obracałam się w środowisku przedsiębiorców ani właścicieli e-sklepów,” wspomina Janauer, która poza zwracaniem się do znajomych, wyzwanie dotyczące szukania inwestora napisała też na swoim Facebooku. Reakcje były typowo czeskie: „Myślisz, że akurat ktoś zainwestuje w ciebie, nie?!” Ale nie dała się zniechęcić i przez koleżankę zdobyła kontakt do inwestora, z którym poszła na kawę.

Na spotkanie dotarł też Matěj Turek, który inspirowany Warrenem Buffettem buduje miliardowy konglomerat. Ten ostatecznie zdecydował się ją wesprzeć. Wspólnie z kolejnym wspólnikiem Františkiem Zemanem, założycielem Algotechu, obaj zainwestowali po 400 tysięcy koron w zamian za dziesięcioprocentowy udział.

„Matějowi podobno była to w ogóle najbardziej ryzykowna inwestycja, która jednak najbardziej mu się opłaciła,” śmieje się Janauer, która wówczas zdobyła kapitał potrzebny do porządnego rozpędu Monkey Mum. Kupiła zapasy magazynowe, a obroty zaczęły rosnąć: „Ile mieliśmy towaru, tyle zawsze sprzedaliśmy.”

Kolejnym dużym kamieniem milowym była ekspansja za granicę. Wspomniany dostawca miał umowę z Monkey Mum jako wyłącznym dostawcą na czeski rynek. Kiedy Janauer pytała o kolejne kraje, okazało się, że firma nie dostarcza na żadne rynki w Europie. „Dogadaliśmy się więc na wyłączność dla całej unii i stopniowo zaczęliśmy sprzedawać na Słowacji, na Węgrzech, w Polsce… Inwestorom powiedziałam, że albo będę sprzedawać wszędzie w Europie, albo to zamykam,” opisuje, nawiązując do swojej determinacji. Wtedy firma była już na takim poziomie, że banki chętnie pożyczały jej pieniądze na zakup zapasów.

Biznes stopniowo rósł, Janauer przez lata wykonywała wiele małych kroków, którymi ulepszała e-sklep, procesy i inne rzeczy. Przyznaje jednak, że godzenie biznesu z urlopem macierzyńskim było trudne. „Będąc w ciąży, pakowałam paczki i chodziłam je wysyłać do klientów. Przez dzieci nie miałam czasu poświęcać się pracownikom, czasem nie nadążałam z opłacaniem faktur, to był bardzo stresujący okres,” opowiada. Odpocząć psychicznie pomagały jej wtedy – i pomagają do dziś – spacery z psami.

Jak opisuje Janauer, w tym okresie pracowała wtedy, kiedy dzieci spały. „Na początku macierzyństwa nawet mnie to nie bawiło, dziecko ciągle tylko śpi, a ja sobie myślałam, co ja właściwie będę robić? To są dwie godziny po obiedzie, potem wieczorem od ósmej do północy. W sześć godzin dziennie da się zrobić naprawdę dużo. Wiem jednak, że wiele kobiet po prostu nie daje rady przez dzieci, ja byłam jednak bardzo zmotywowana,” mówi.

Jeszcze trudniejsze było według Janauer budowanie biznesu bez znajomości z branży. „Brakowało mi ludzi, z którymi mogłabym omawiać problemy i się konsultować,” przyznaje. Po dwóch latach prowadzenia działalności po raz pierwszy poszła więc na konferencję i targi Reshoper. „Świetnie było usłyszeć od innych, że rozwiązują te same sprawy. I stopniowo zbudowałam przyjaźnie, zawsze wzajemnie sobie doradzamy. Ważne jest mieć wsparcie w stresujących sytuacjach.”

Duży stres zresztą niedawno doprowadził Janauer do decyzji, że po prostu sprzeda całą firmę. „Kryzys, dzieci, błędy, stres, wyczerpanie… po prostu chciałam się tego pozbyć. Znajdowałam nawet kupca, choć okazało się, że oferowane warunki były bardzo niekorzystne,” opisuje, dodając, że jej inwestorzy mieli jednak prawo pierwokupu udziałów. I żaden z nich nie chciał, żeby odeszła z firmy.

W sytuację ponownie włączył się więc Matěj Turek, który odkupił dodatkowe 29 procent udziałów, a sama Janauer trzyma już tylko mniejszościową część firmy. „To był kompromis, żebym została. Teraz mam wyraźnie mniej stresu, więcej pieniędzy na koncie i mogę bardziej cieszyć się życiem,” mówi. Biznes Monkey Mum ma się przy tym dobrze – w zeszłym roku osiągnął obrót 33 milionów koron, a w tym roku zmierza do pięćdziesięciu milionów. Jednocześnie wyszedł też ze straty.

W ramach portfolio oferuje już nie tylko barierki do łóżka, ale szerszą gamę produktów przeznaczonych dla mam, dzieci i młodych rodzin, w tym rzeczy do podróżowania czy zabawki. Wszystko to sprzedaje w różnych krajach europejskich, około 70 procent obrotów pochodzi jednak z Czech, Słowacji, Niemiec i Hiszpanii. Właśnie na potencjał w tych krajach e-sklep chce bardziej się skupić, natomiast ogranicza swoją aktywność na mniej dochodowych rynkach, takich jak Grecja, gdzie musiał jeszcze mocniej zmagać się z transportem na wyspy, albo Skandynawia i kraje bałtyckie.

Długofalową wizją jest nie budować z Monkey Mum tylko zwykłego e-sklepu, ale całą społeczność mam z dziećmi. „Kiedy kiedyś byliśmy w sklepie z zabawkami, dzieciom zabraniano tam się bawić. Ale gdzie indziej miałyby się bawić?” pyta Janauer. Na przyszłość ma więc jasny plan: „Innym nie da się konkurować ceną. Ale doświadczeniem już tak.”

Źródło: https://cc.cz/na-materske-nakoupila-zbozi-za-100-tisic-a-rozbehla-e-shop-monkey-mum-ted-miri-k-trzbam-50-milionu/

Zobacz więcej

FORBES: Nesehnala zábranu pro dítě do postele. Tak na ní postavila milionový byznys
BYZNYS NOVINY: Od e-shopu k milionovému byznysu. Monkey Mum investuje do prodejce produktů pro děti

Napisz komentarz

Ta strona jest chroniona przez hCaptcha i obowiązują na niej Polityka prywatności i Warunki korzystania z usługi serwisu hCaptcha.